Najbardziej barwną postacią jest Papkin. To wielki prześmiewca i samochwał, bardzo ironiczny, potrafi drwić ze wszystkiego i wszystkich. Samo jego nazwisko nasuwa odbiorcom pewne skojarzenia: "Papkin", czyli amator papki, gadulstwa i plotkarstwa. Bohater na stałe wszedł do grona najciekawszych postaci komediowych.
Zdjęcia do "Kamieni na szaniec" realizowane były w sierpniu i wrześniu w Warszawie i Lublinie. Scenariusz filmu napisał dla reżysera Dominik W. Rettinger, we współpracy z Wojciechem Pałysem. Gliński tłumaczył przed rozpoczęciem zdjęć, że pracując na literackim materiale, twórcy dokonali wyborów i skrótów.
Bohaterowie w czasie wojny - Kamienie na szaniec. poleca 84% 2704 głosów. Treść Grafika Filmy Komentarze. 1. "Pięć razy pan Hitler się obejrzy, nim na nas () skoczy. A jak skoczy to dostanie w zęby fest". 2. Przed 1939 rokiem pisano i mówiono tylko o naszej potędze i zwycięstwach - nigdy o klęskach. 3.
Część obsady "Kamieni na szaniec" to aktorzy z Niemiec, a za efekty specjalne odpowiada Brytyjczyk od lat związany z Hollywood - zwrócili uwagę współproducenci filmu: Wojciech Pałys i
Fot. PAP/W.Pacewicz. Jeśli chodzi o wierność książce, to na ekranie udało się oddać ducha powieści - zaznaczył w rozmowie z PAP reżyser Robert Gliński. Filmowa adaptacja "Kamieni na szaniec" Aleksandra Kamińskiego, skoncentrowana na relacji "Zośki" i "Rudego", trafi do kin 7 marca. PAP: Zadedykował Pan ten film swojej mamie
Recenzja "Kamieni na szaniec" w liście do przyjaciela . Na początku mojego listu chciałabym Cię serdecznie pozdrowić, a następnie zachęcić do przeczytania i krótko przedstawić książkę pt. „Kamienie na szaniec”. Ostatnio przeczytałam opowieść - dokument "Kamienie na szaniec"
Bo ja odnoszę się do KONKRETNYCH bohaterów z "Kamieni na szaniec", a w tym przypadku nie ma wątpliwości, że reżyser pozwolił sobie na samowolkę, o czym mogą poświadczyć Ci, którzy ich znali, którzy należeli do tej samej organizacji etc. Można również skonfrontować film z książką, by zobaczyć, że twórca filmu popłynął.
KIkJ. Film "Kamienie na szaniec" budzi niesmak nie dlatego, że odbrązawia legendę Rudego, Zośki i Szarych Szeregów. Jest to film po prostu źle wyreżyserowany i źle zagrany. Pokazując bohaterów jak lekkomyślnych smarkaczy, twórcy filmu robią weteranom Szarych Szeregów krzywdę. A przecież legenda ukazana w książce Aleksandra Kamińskiego powinna doczekać się zjawiskowej ekranizacji. Kamienie na szaniec - recenzja Polscy reżyserzy filmy historyczne robią chętnie, bo przychodzą na nie tłumami szkolne wycieczki, a z PISF-u łatwo wyciągnąć publiczne pieniądze. Niestety jakość produkcji schodzi na dalszy plan. Dokładnie tak jest z „Kamieniami na szaniec” reżysera Roberta Glińskiego. Jego dzieło "Kamienie na szaniec" przedstawia prawdziwe wydarzenia opisane w książce Aleksandra Kamińskiego. To piękna i bohaterska historia młodych chłopaków, żyjących w okupowanej przez Niemców Warszawie. W tym wypadku trzeba rozdzielić wzruszającą historię od po prostu źle wyreżyserowanego i źle zagranego filmu. Największym zarzutem jaki jeszcze przed premierą stawiano filmowi "Kamienie na szaniec" jest ukazanie pomnikowych w masowej świadomości żołnierzy z Szarych Szeregów jako autentycznych, czujących ludzi. W filmie chłopcy przyjaźnią się, kochają z dziewczynami, kłócą z rodzicami i są pełni wątpliwości, czy walczyć. Czy właśnie to ma budzić taki niesmak i być takim szokiem? Jest rok 2014 i kino już dawno uporało się np. w „Szeregowcu Ryanie” lub „Full Metal Jacket” ze zmitologizowanymi postaciami nieustraszonych żołnierzy. Dlatego odbrązowienie Zośki, Rudego i Alka może wydawać się czymś przełomowym i kontrowersyjnym jedynie dla kogoś, kto do tej pory oglądał tylko „Czas Honoru”. Odbrązowienie postaci z Szarych Szeregów jest zresztą dobrym pomysłem i miało być kluczem do całego filmu. Ale film "Kamienie na szaniec" zamiast w naturalny sposób pokazać ich ludzkie oblicze, wkłada na postacie sztuczne maski patosu. Wygląda to tak jakby reżyser starał się na siłę przekonać widza jak ludzcy są bohaterowie, ale robi to tak nachalnie, że efekt jest odwrotny. Aktorzy, którzy w założeniu mieli wcielić się w inteligentną, dowcipną młodzież, odgrywają swoje role w sposób tak wzniosły i wypowiadają swoje kwestie z taką pompatycznością, że widz podczas seansu "Kamieni na szaniec" robi się czerwony z zażenowania. (Zresztą starsi aktorzy wcale nie są lepsi). Może jednak aktorzy nie wypadaliby tak źle, gdyby dialogi, które mają wypowiadać nie były skonstruowane na zasadzie jednostronnych deklamacji. Wiele scen w filmie "Kamienie na szaniec" to jakby krótkie scenki rodzajowe, gdzie reżyser starał się zarysować dylematy moralne bohaterów: relacje z rodzicami, z kobietami, kolegami. Najgorsze wrażenie robią sceny rozmowy ojca Rudego z synem na Pawiaku: „Jestem z ciebie dumny synu” lub próba popełnienia samobójstwa przez Zośkę, kiedy jego dziewczyna mówi do niego: „Najpierw strzel do mnie”. Praktycznie z każdej ze scen można zresztą wyciągnąć dość pospolity morał, ale wielość wątków w "Kamieniach na szaniec" sprawia, że są one zbyt rozstrzelone, powielają schematy i sprawiają, że to co oglądamy na ekranie jest zwyczajnie płytkie. Kolejnym problemem "Kamieni na szaniec" jest ukazanie wojny. Okupacji widać niewiele. Po pierwsze mało jest samej Warszawy: miasta, oprócz dobrze zrobionej i dynamicznej akcji pod Arsenałem nagrywanej w Lublinie, prawie nie widać (nie chodzi o ukazanie przedwojennej Warszawy jak w "Pianiście", ale przynajmniej kilku szerszych kadrów ulic). Większość scen "Kamieni na szaniec" dzieje się w budynkach lub zamkniętych kadrach pokazujących jedną witrynę sklepową lub kawałek ulicy. W związku z tym, że akcja dzieje się w bezpiecznych wnętrzach, stolica nie wydaje się być terroryzowana nazistowskimi oddziałami. Groza wojny pokazana jest tylko podczas rozstrzelania warszawiaków oraz podczas bestialskich tortur Janka Bytnara. W innych momentach wydaje się, że naziści tylko czekają na polskich chłopaków, żeby ci ich zbili, zabrali broń lub okradli z ubrań. Zagrożenie w "Kamieniach na szaniec" lekceważą też chłopcy z Szarych Szeregów. Chodzą z bronią po ulicach, a Zośka w porywie emocji szarżuje samochodem pod bramę siedziby gestapo na ul. Szucha. Za takie wybryki się wtedy po prostu ginęło. Sam reżyser przyznaje, że to tylko wymyślona fabuła, ale pokazując bohaterów jak lekkomyślnych smarkaczy, robi weteranom Szarych Szeregów krzywdę. Zresztą chyba nie bez powodu swoje poparcie dla filmu wycofał po przeczytaniu scenariusza, właściciel praw do „Kamieni na szaniec” dr Wojciech Feleszko, wnuk Aleksandra Kamińskiego. Tylko, że ani kiepska jakość "Kamieni na szaniec", ani położenie akcentu na akcji, a nie na prawdzie nie mają takiego znaczenia. Wycieczki szkolne i tak kupią w kasie bilety. Chcesz mieć najlepsze artykuły w jednym miejscu? Polub Newsweeka na Facebooku! Jesteśmy też na Twitterze! Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo
Zadanie KociaczeeeeeekNapisz dokładną (szczegółową ) recenzję filmu "Kamienie na szaniec" . Potrzebuję na jutro!! Chodzi o tą nowszą wersję filmu . (2014) Recenzja ma mieć zdań i ma zawierać informacje o aktorach i reżyserii. Daję naj. Odpowiedz 0 ocen | na tak 0% 0 0 o 13:18 rozwiązań: 1 szkolnaZadaniaJęzyk Polski Odpowiedzi (1) blocked zrobiłam, sprawdziłam 2 razy, wszystko jest dobrze! :) zadanie zapisałam w notatniku[LINK] 0 0 o 14:14 Kociaczeeeeeek odpowiedział(a) o 15:51: A możesz skopiować tekst i wkleić mi tutaj .? bo nie chce mi się pobrać, a bardzo tego potrzebuję.
Przeszłość jest modna. Lubujemy się ostatnio w stylizacjach na dwudziestolecie międzywojenne – wyzwolone, taneczne, liberalne i pijane. Ale wciąż boimy się nostalgii za czasami wojny. Ten obszar zarezerwowany jest dla konkretnych skojarzeń: cierpienia, bólu, wylanych łez, przelanej krwi, bohaterstwa, nieskazitelnej odwagi. Jeśli II wojnę światową obrosła jakaś mitologia, to tylko ta bogoojczyźniana, martyrologiczna. Zapewne dlatego polski żołnierz funkcjonuje w wyobraźni wielu jako święty – zawsze prawy, zawsze patriota, zawsze seksualnie czysty. Robert Gliński próbuje przeorać bombastyczne skojarzenia i osiąga sukces. Jego "Kamienie na szaniec" wyglądają nie tyle jak ekranizacja powieści Aleksandra Kamińskiego, ile raczej jak adaptacja komiksów o dziarskich dzieciakach, małoletnich superbohaterach. Takim skojarzeniom sprzyjają dynamiczna muzyka Łukasza Targosza oraz bogata wizualna strona filmu, którą pomagają uchwycić sprawne zdjęcia Pawła Edelmana. Udaje się zarówno stylizacja kostiumów, na widok których współcześni hipsterzy i wyznawcy stylu indie zapieją z zazdrości, jak i fryzur. "Zośka" (magnetyzujący Marcel Sabat), "Rudy" (brawurowy Tomasz Ziętek) i "Alek" (Kamil Szeptycki) są tak wylansowani, jakby nie wybierali się na wojnę, tylko na imprezę w stylu retro. Miks współczesności i historii przynosi zadowalający efekt, chociaż okupiony jest uproszczeniami. Piękne stroje zawsze błyszczą i lśnią, piękne twarze są zawsze nieskalane. Mamy więc niezwykle rzadko podejmowaną w naszym kraju próbę przepracowania bolesnej historii poprzez popkulturowe na nią spojrzenie. Z drugiej jednak strony Glińskiemu bliska jest także tradycja realizmu, która ekstremum osiąga w scenach tortur "Rudego", niezwykle jak na polskie kino brutalnych. Nie do końca udało się pożenić te dwie odległe od siebie koncepcje, ale prawdziwą zmorą tego filmu są nieznośne klisze. Tragicznie wypada zwłaszcza rozpisany na zera i jedynki konflikt pokoleń, rozczarowują też postacie kobiet, które nie są tu pełnoprawnymi bohaterkami, tylko dodatkiem do męskiego świata. Żeby chociaż reżyser włożył kij w mrowisko i odniósł się do badań Elżbiety Janickiej, która zasugerowała, że "Zośkę" i "Rudego" mogło łączyć coś więcej niż przyjaźń. Ale nie. "Kamieniom" także towarzyszy charakterystyczna dla polskiego kina homoseksualna panika. Tak jakby bycie gejem w Szarych Szeregach odbierało prawo do bycia narodowym bohaterem. Ale paradoksalnie siła ekranizacji Glińskiego tkwi właśnie w podejściu do bohaterstwa. W filmie niewiele się o nim mówi, z rzadka pojawiają się też wyszukane frazy o miłości do ojczyzny czy o byciu patriotą. Reżyser już zebrał cięgi od dogmatycznych wyznawców powieści Kamińskiego, jednej z najbardziej mitotwórczych książek w historii polskiej literatury. Cieszy to, że twórcy zdecydowali się na jej własną interpretację, smuci, że w wielu miejscach pozostali zachowawczy, a kwestię oceny działań harcerzy pominęli. Mimo wszystko po stokroć wolałbym pamiętać z liceum wyjście do kina na "Kamienie" Glińskiego niż choćby "Przedwiośnie" Bajona. KAMIENIE NA SZANIEC| Polska 2014 | reżyseria: Robert Gliński | dystrybucja: Monolith | czas: 112 min Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
Monolith Films "Kamienie na szaniec" – filmowa wersja kultowej powieści Aleksandra Kamińskiego – są już na ekranach polskich kin. Wywołują spore emocje i przyciągają widzów. Podczas pierwszego weekendu obraz Roberta Glińskiego obejrzało już 105,6 tysiąca widzów. Oto 10 rzeczy, których pewnie o "Kamieniach na szaniec" nie wiedzieliście... 1 1. Scenę przesłuchania "Rudego" kręcono w Alei Szucha - w sali, gdzie naprawdę był katowany. Teraz w tym budynku mieści się Ministerstwo Edukacji Narodowej Monolith Films 2 2. Okres prób i przygotowań trwał bardzo długo – aktorzy dużo czytali o swoich postaciach i prowadzili żarliwe dyskusje na ich temat z reżyserem. Przełomem była wizyta na Cmentarzu Powązkowskim, gdzie reżyser zaprowadził aktorów na groby swoich bohaterów. Dzięki niej aktorzy jeszcze bardziej zżyli się ze swoimi postaciami Monolith Films 3 3. Marcel Sabat jako temat swojej pracy magisterskiej wybrał przygotowania do roli "Zośki" w filmie "Kamienie na szaniec" Monolith Films 4 4. Wcielający się w rolę "Heńka", Karol Górski podczas pracy na planie prowadził notatki i zapisywał emocje, dzięki czemu powstał niesamowity pamiętnik z pracy nad filmem Monolith Films 5 5. Aleksander Kamiński napisał "Kamienie na szaniec" w ciągu dwóch dni Monolith Films 6 6. "W role oficerów SS wcielili się niemieccy aktorzy" Monolith Films 7 7. W scenie wykonywania wyroku na oprawcy Rudego, Ewaldzie Lange, z 3 piętra zrzucono lalkę. Aby ją przygotować, aktor siedział blisko 2 godziny w ponad 30-stopniowym upale Monolith Films 8 8. Wszystkie próby odbywały się w domu Roberta Glińskiego. Podczas jednej z prób kręcenia przesłuchania Rudego, aktor zwisał do góry nogami przywiązany liną do balkonu reżysera Monolith Films 9 9. Za efekty pirotechniczne odpowiedzialna była ekipa specjalistów z Anglii Monolith Films 10 10. Powieść "Kamienie na szaniec" nie była rekonstrukcją faktów. Zarówno bohaterowie, jak i opowiedziane wydarzenia zostały podporządkowane idei, jaka przyświecała Kamińskiemu podczas pisania książki w 1943 roku. Tworzył ją "ku pokrzepieniu serc" – dla społeczeństwa wymęczonego okupacją, dla harcerzy, którzy stracili swoich przyjaciół. Tak zresztą, po przeczytaniu maszynopisu powieści w 1943 roku, powiedział o autorze Tadeusz Zawadzki "Zośka": – Trzeba uznać jego prawo do nadawania sylwetkom bohaterów opowiadania takich cech, jakie autor uważa za potrzebne. Książka nie jest zatem dokumentem, ale opowiadaniem stworzonym przez Aleksandra Kamińskiego" (cytat za Janem Rossmanem) Media Zobacz więcej Przejdź do strony głównej
Od piątku w kinach "Kamienie na szaniec" - film Roberta Glińskiego z Lublinem w polskim kinie mamy zalew filmów historycznych (ostatnio: hollywoodzki "Jack Strong" i pomnikowo-teledyskowy "Lech Wałęsa. Człowiek z nadziei"). Swojego patentu na pokazywanie historii na razie nie mamy, ale miłym odpoczynkiem od sztampy są "Kamienie na szaniec". Oczywiście jeśli uszanujemy, że nie pokazuje on patriotyzmu w bezpiecznym, szkolnym wydaniu."Kamienie na szaniec" zgrabnie przechodzą od portretu pełnej życia okupacyjnej młodzieży do wojennego dramatu. Po pierwsze - przyjacielskiego, a dopiero po drugie - narodowego. Film pokazuje także, że kanonu niepodległościowych lektur można dotykać inaczej niż w aksamitnych rękawiczkach. Głównych bohaterów jest dwóch, nie trzech. Są nimi "Zośka" (Marcel Sabat) i "Rudy" (Tomasz Ziętek). "Alek" (Kamil Szeptycki) pozostaje w cieniu. Są piękni, młodzi, idealistyczni. Nawet jeśli się zakochują, pożądają, buntują i kłócą z rodzicami (zarzut dotyczący "fałszywego obrazu relacji młodych bohaterów z rodzicami i przełożonymi" podniosła przez premierą Fundacja Harcerstwa Drugiego Stulecia).Początek filmu toczy się lekko, przy energicznej współczesnej muzyce. Łatwo dajemy się zauroczyć tym charyzmatycznym, zwariowanym i upartym chłopakom, którzy wyglądają jak z katalogu mody retro. Można przez chwilę pomyśleć, że fajnie wtedy było. Ale tylko przez chwilę, bo potem coś gwałtownie pęka. Bohaterowie dojrzewają i z urwisów "ku chwale ojczyzny" przemieniają się w dojrzałych młodych ludzi z poczuciem misji. Tą misją jest ratowanie przyjaciela - na przekór szansom, rozkazom, siłom i rozsądkowi. Powodem: głęboka nie-zgoda na przemoc, bezprawie i gwałt okupanta. Po jednej stronie staje młodzieńcza wiara w niemożliwie, po drugiej strategia i doświadczenie opiekunów z AK. Może i chcielibyśmy, żeby ten niemożliwy zryw skończył się dobrze, ale nie mógł. Widać wyraźnie jak bardzo rachunek zysków i strat w takich wypadkach zawodzi. "Rudy" umiera, następują brutalne sankcje, a inny kolega w wyniku akcji trafia w ręce wrogów. Być może właśnie w tym pozornym bezsensie działania połączonym z wewnętrznym przymusem, aby nie być bezczynnym najpełniej zawiera się dramat tamtego pokolenia. Lublin niezauważalnie wkomponował się w krajobraz warszawskich ulic. Nasze miasto wystąpiło podczas akcji pod arsenałem, a jego mieszkańcy bez trudu poznają znajome zakątki. To jeszcze jeden dobry powód, aby pójść do kina. "Kamienie na szaniec", reż. Robert Gliński, czas: 112 min., premiera oficjalna 7 marca
napisz recenzję filmu kamienie na szaniec